Rok temu Janusz Kusz niemal spadł mi z nieba w kwestii „leczyć zęby”, temacie który w naszych dotychczasowych relacjach nigdy nie zaistniał.

Latka lecą i problemy zdrowotne zaczynają doskwierać. Ale każdy tak ma, zwłaszcza po burzliwych czasach artystycznego życia ;)  Przeświadczenie lat młodości, że jest się nieskończenie niezniszczalnym zastąpił niepokój o stan zdrowia lat dojrzałych.Jak każdy młody duchem 50-cio latek, chcący jeszcze pomęczyć znajomych i rodzinę swoją obecnością rozpocząłem przegląd ciała od bilansu zdrowia.

I o ile najweselszą informacją po serii badań była konkluzja , że „wątroba nie jest powiększona” ;) o tyle sprawa ząbków i zatok musiała wzbudzić mój niepokój i wymusić szybkie działania.

Janusz w przypadkowej rozmowie opowiedział mi o możliwości zrobienia serii zabiegów na Ukrainie w miejscowości Róvne. Miał w tej mierze już sporo własnych doświadczeń. Okazało się, że można wszystko przeprowadzić i szybciej i taniej niż w Polsce. Wycena zabiegów okazała się blisko 3 krotnie niższa niż krajowa. Janusz zorganizował wyjazd na Ukrainę, a już na miejscu jeszcze dodatkowe ( b. tanie) specjalistyczne konsultacje i prześwietlenia, na które musiałbym w Polsce czekać miesiącami.

Wszystko przebiegło jak należy, a mój strach przed dentystą gdzieś zniknął, zwłaszcza gdy trzy sympatyczne panie dentystki zmieniały się przy mnie przez 4 h przy jednym skomplikowanym leczeniu, gdzie w Polsce chciano mi po prostu wyrwać tego zęba i wstawić drogi implant. A tu ani nie bolało ani nie kosztowało za wiele. Tam dentyści ratują zęby, bo niewielu ludzi stać na implanty. I mają w tym zakresie ogromną praktykę.

Trzeba wspomnieć, co jest wartością niewymierną o nowych znajomościach z ukraińskim przyjaciółmi napotkanymi podczas tej eskapady.

Od tego czasu byłem na Ukrainie już wielokrotnie. Już nie tylko w celach podleczenia się ale i turystycznie. Nasi wspólni ukraińscy znajomi również nie raz odwiedzali Polskę ciesząc nas , że możemy się odwdzięczyć za pomoc jaką nam użyczyli.

Polecam Janka jako doradcę i organizatora nie tylko już przy okazji wszelakich eventów artystycznych ale również jako profesjonalną pomoc w tzw. wyjazdach  leczniczych na Ukrainę. Nic złego tam nas z nim spotkać nie może, a usługi są o wiele tańsze niż w Polsce, zaś napotykani sympatyczni ludzie dodają w gratisie życzliwość i szybkość wykonywanych zabiegów.

Najwięcej niedogodności, co na własnej skórze odczułem, może nas jedynie spotkać w powrotnej drodze na granicy podczas odprawy polskich celników.

Nie należy się zatem bać ani kraju ani świadczonych tam usług, a poznanie kraju naszych sąsiadów przy okazji staje się bezcennym bonusem. Co zaświadczam i czego jestem żywym przykładem.

Paweł Gawroński